Konsultant ślubny to nie jest paniusia od rozkładania serwetek…

Krążą sobie po internetach memy, jak to różne osoby wyobrażają sobie, czym zajmuje się wedding planner.

Konkluzja jest taka: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 🙂

Pierwsze skojarzenie z zawodem wedding planner?

Paniusia od rozkładania serwetek 🙂

Zazwyczaj tak właśnie pokazywana jest moja praca. Pięknie wystylizowana paniusia, stojąca przy nakrytym stole weselnym, uśmiechnięta od ucha do ucha, nachyla się aby poprawić sztućce 🙂

Wiesz jak wygląda praca, jako konsultant ślubny znany też pod pseudonimem: wedding planner? Ale tak na serio, wiesz?

Najpierw dzwoni lub pisze do mnie Para, lub jeden człon tej Pary 😉

Umawiamy się na spotkanie (ostatnio częściej on-line niż na żywo). Dobrze widzieć z kim rozmawiam, pewnie Pary też wolą mnie widzieć, niż nie 🙂

Ostatnio brakuje mi uścisku dłoni, ale cóż… Takie czasy…

Spotkanie trwa zwykle około godziny – (nie podpisujesz na nim umowy – don’t worry).

Tyle czasu zazwyczaj potrzebuję, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o Młodych. Jacy są, czym się interesują, jak się poznali, co lubią itd. Myślisz: po co mi to?

Zbieram te informacje po to, żeby przygotować mega spersonalizowaną ofertę na współpracę, aby wiedzieć jak daleko mogę się posunąć w szaleństwie inspiracji, aby nie proponować rozwiązań, które są nie do zaakceptowania, aby te miesiące, które spędzimy wspólnie planując uroczystość, nie były męczarnią, ale przyjemnością. Te dane, pozornie bez znaczenia, pomagają mi zaproponować rozwiązania, na jakie często sami nie wpadniecie, a są strzałem w dziesiątkę.

Wiesz co jest zabawne?

Zwykle, na moje pytanie jak sobie wyobrażacie swój ślub i wesele, pada stwierdzenie: „chcielibyśmy żeby było elegancko, oryginalnie, zapierało dech w piersi”.

Potem jednak na pytanie o kolorystykę wybieracie: pudrowy róż i złoto 🙂 Dla Ciebie to jest właśnie kwintesencja elegancji i oryginalności, bo gdzieś u kogoś to widziałaś i było świetne. Dla mnie, siedzącej w branży, to kolejne wesele w takich kolorach… Nie mówię, że mi się nie podoba, mówię jedynie, że nie jest oryginalnie 🙂

I tu właśnie potrafię wkroczyć. Bo na sam koniec okazuje się, że wcale nie lubicie różu, że wolicie czarny, ale do głowy by Wam nie przyszło, że wesele może być czarne. A w mojej głowie takie pomysły są 😊

I tak sobie ustalamy różne szczegóły. Potem pędzę do domu przygotować ofertę wraz ze wstępnym kosztorysem (zrobionym na podstawie tego, co mi powiedzieliście), wysyłam. Akceptujesz lub nie.

I tu kolejna dygresja: ostatnio (moja już teraz Klientka) napisała mi, że moje oferta nie była najtańsza, ale i tak mnie zatrudni, bo oferta była SPERSONALIZOWANA. Mówiłam o tym, o czym Ona myślała, powoływałam się na przykłady, o których Ona wspomniała w naszej rozmowie. Roztaczałam wizję, jaką Ona miała w swojej głowie. Nie była szablonem „kopiuj – wklej”.

No a potem, to już z górki. Maile, telefony, ustalenia, umowy, ustalenia, negocjacje, maile. Sporo nudnej pracy w excelu, edytorze tekstu, korespondencji, ustalania szczegółów…

I przychodzi TEN dzień.

Wszystko jest zaprojektowane w najdrobniejszym szczególe. Mamy rozpisaną niemal każdą minutę, co, gdzie, kiedy, z kim, jak długo (właśnie teraz – według stereotypu – rozkładam serwetki 😁). A tak naprawdę? Wydeptuję ścieżki, biegam, aż mnie bolą pięty, telefon mi się grzeje i wszędzie mnie pełno. Moim zadaniem jest dopilnowanie wszystkiego, aby było tak, jak sobie wymarzyliście. Aby kosmetyczka przyjechała na czas, aby świadek nie zapomniał o obrączkach, aby w pokoju, w którym się przygotowujecie, była woda / herbata / kawa czy szampan. Pilnuję rozpiski godzinowej, żebyście nie spóźnili się do kościoła. Baczę, czy dekoratorka zrobiła tak, jak miało być, czy zespół punktualnie zaczął próbę, czy florystka dostarczyła kwiaty, etc…

Odhaczam punkty wspólnie wypracowanego scenariusza. Czasem działam na spontanie, bo coś się wydarzy nagle, ktoś o czymś zapomni, gaszę pożary, ale nikt o tym nie wie. Nawet Wy – Młodzi!

Serio.

Jestem z Wami od początku planowania ślubu i wesela, do późnych godzin nocnych w dniu uroczystości. To jest często 17 godzin pracy. Ciągłej. Pod presją. Na adrenalinie.

Ale nie żałuję ani jednej chwili, choć czasem bywa ciężko.

Patrząc na Was, szczęśliwych, spokojnych, panujących nad sytuacją, wiem, że zrobiłam kawał dobrej roboty. I wiem, że Wy też to wiecie.

To mi dodaje skrzydeł. Wtedy chcę więcej, więcej, więcej.

A na stronę internetową, fanpage, wall – wstawiam swoje zdjęcie, jak rozkładam serwetki 👍 no bo co innego??? Przecież nie wrzucę zdjęcia jak tygodniami siedzę w komputerze, wiszę na telefonie, pędzę samochodem ze spotkania na spotkanie! To znaczy, wrzuciłabym, ale rzadko jest ze mną wtedy fotograf 🙂

PS zdarzyło mi się kiedyś prasowanie na planie… Ale cicho sza – to był incydent 🙂 Zdjęcia z różnych realizacji – zobaczysz TU

To, co naprawdę robię, udokumentowane jest tu: moje social media

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w komentarzu.

Co robi wedding planner?
Czym zajmuje się konsultant ślubny?

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone *